Życie po rozwodzie jest cudowne


Rozwód to trudna decyzja.  Czy można być szczęśliwym bez drugiej – bliskiej osoby po traumie jaką jest rozstanie.
Jak żyć? Jak poradzić sobie z resztką miłości, która przecież w nas zostaje, a uwiera jak cierń.
Jak być prawdziwie pogodnym człowiekiem? Ale tak w pełni.
Według badań aż 85% rozwiedzionych pań jest zadowolonych z uwolnienia się od męża Przeczytajcie kilka historii.

Katarzyna: Uważam, ze szczęście zależy od nas samych. Ta druga osoba może dopełniać to szczęście lub je umniejszać, ale nie wpływa na fundament tego szczęścia.
Dużo zależy, czy się patrzy na świat przez pryzmat szklanki pełnej w połowie czy pustej w połowie. Może to trochę oklepane powiedzenie, ale prawdziwe.
Ktoś może mieć wszystko i powiedzieć ‚ jestem nieszczęśliwy’, a ktoś kto nie ma nic, może być szczęśliwy w danym momencie z powodu jakiejś drobnostki.
Anna: Nie powiem , że jestem szczęśliwa. Bardzo chcę być. A może nie do końca wiem czym jest szczęście. Może ono kojarzy mi się z zakochaniem, z mężczyzną… ”
Katarzyna: No właśnie kojarzy ci się z miłością. Uwierz czas leczy rany. Chyba rozstałaś się z mężczyzną. U mnie tez taka opcja była, ale postanowiłam spróbować od nowa zbudować nasza rodzinę, nie ratować to co było, ale zbudować na nowo. Ale jestem szczęśliwa nie z tego powodu.
Jestem szczęśliwa gdy patrze na moje córki, bo je mam. Jestem szczęśliwa, bo mam kochających rodziców. Jestem szczęśliwa, ze jestem zdrowa, jestem szczęśliwa, ze jestem niezależna, mam prace i możliwości.
Jestem szczęśliwa, bo wiem ze dam sobie rade w życiu.
Elwira: Chciałam tylko powiedzieć i dać nadzieję innym, że po zdradzie i rozwodzie można żyć dalej szczęśliwie. Nie wolno się poddawać. Załamywać. Żyć przeszłością i rozdrapywać strupy. Trzeba zamknąć za sobą drzwi i nie oglądać się za siebie.
Poznałam cudownego faceta, który pokochał mnie i mojego syna. Wszystko układa się pomyślnie i rokuje bardzo dobrze.
Myślę, że jest nadzieja na zbudowanie czegoś trwałego na lata.
Mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
Układa się. Planuję nawet zakup własnego M2.
Żeby nie było tak słodko… przeszłość mnie trochę prześladuje i mam swoje strachy związane z nowym związkiem. Strach przed ponowną zdradą pozostał. Jestem nadmiernie zazdrosna i podejrzliwa. Boję się zranienia. Walczę z tym. W tym pomaga mi psycholog. Muszę to jeszcze przepracować, żeby nie zniszczyć tego co kiełkuje.
A co u mojego ex męża?
Jego kochanka stała się drugą żoną. Pobrali się. Mają dwumiesięczną córkę i wydaje się wszystko dalej sielankowo wyglądać.
Co o tym myślę?
Nic o nich nie myślę. Zobojętniałam. Skupiłam się na sobie.
Magdalena: A ja wierzę, że są ludzie którzy potrafią a nawet chcą żyć nie tworząc trwałych związków damsko-męskich.
Czy ja do nich należę, czy ja potrafię, czy moje wyobrażenia i dążenia , moje ukształtowanie i dotychczasowe życie może pójść w tym właśnie kierunku?
Dziś trudno mi jeszcze zmienić swój sposób myślenia o 180 stopni. Zawsze chciałam rodziny, życie rodzinne to był mój priorytet.
Czy jestem z tych kochających za bardzo?
Co jest moim powołaniem, przeznaczeniem, jak spędzę resztę swoich dni?
Nie spieszę się już z deklaracjami, dokonuję wyborów w zakresie tu i teraz.
Jeśli wejdę jeszcze kiedyś w związek damsko- męski, będzie to już miało inny charakter.
Posiadam już potomstwo więc jedną „powinność” kobiety mam już teoretycznie za sobą.
Doświadczyłam pięknego uczucia macierzyństwa i na tym polu jestem spełniona.
Czy potrzebny mi więc mężczyzna do dalszego życia czy może tylko druga osoba aby nie wpaść w szpony samotności?
Krystyna: Ja jestem szczęśliwą rozwódką, choć czasami widzę brak zrozumienia w oczach osób, którzy sami zadali mi pytanie o mój stan cywilny sad
W pierwszym okresie „po” szalałam, zachłystywałam się wolnością, podejmowaniem własnych (czasami głupich) decyzji, uczyłam się żyć od nowa, czułam się, jakbym znów miała 20 lat, jakby czas cofnął się do tego sprzed ślubu, no i leczyłam traumy.
A potem znów wydoroślałam, zaczęłam żyć już po swojemu, na własny rachunek, na własną odpowiedzialność,  tak jak lubię i jak chcę.
W czasie całego wieloletniego małżeństwa już zapomniałam jak ja siebie lubię i jak świat wkoło mnie jest wspaniały smile
Już nie muszę być głupsza, ale mogę pokazać że głupia nie jestem.
Już nie muszę być kucharką i sprzątaczką, ale mogę mieć czysto w domu i pyszny obiad na stole.
Już nie muszę kisić się we dwoje w domu, ale mogę być otoczona wspaniałymi ludźmi i wciąż poznawać nowych.
Już nie muszę gorzej zarabiać, ale mogę  pracować  zgodnie z doświadczeniem i tam gdzie i w pracy jestem szczęśliwa.
Już nie muszę wyjeżdżać na wspólne wakacje, ale mogę sama zadecydować gdzie jechać, z kim i jak chcę je spędzić.
Już nie muszę mieć krótkich włosów, ale mogę mieć jakie chcę, nawet krótsze.
Oj, jak dużo jest rzeczy, których już nie muszę, ale mogę przeżyć je, bo ja tak chcę smile
Maria:  15 lat byłam w związku, kiedy odkryłam, że ówczesny mąż ma romans ze wspólna koleżanką i podwładną, rok trwały perypetie rozwodowe, rozwiodłam się na tydzień przez 16 rocznicą ślubu. Jestem sama 8 lat. Czułam się bardzo szczęśliwa jako mężatka, kolejno spełniałam swoje marzenia o rodzinie i osiągnięciach, które wiązałam z oznakami sukcesu. Po rozwodzie i wielu przemyśleniach, przejściu przez wszystkie etapy żałoby po związku (o których możesz przeczytać tutaj- dopisek  7wiatrów),  doszłam do wniosku, że źródłem szczęścia jestem i byłam ja sama, były mąż od początku działał na mnie jak alergen, zupełnie nie rozumiem, dlaczego się z nim związałam ani dlaczego za niego wyszłam. Bardzo mnie drażnił różnymi gestami, zachowaniami, powiedzeniami, ale jednocześnie bardzo go kochałam i byłam od niego psychicznie i emocjonalnie uzależniona. Teraz wiem, że było to spowodowane tym, że nie poznałam dorosłego życia na własny rachunek bez niego, dopiero po rozwodzie musiałam się ze wszystkim zmierzyć sama. Początkowo po rozstaniu czułam się bardzo mało wartościowa bez mężczyzny przy boku i pragnęłam szybko wejść w następny związek, ale teraz wiem, że jestem tak samodzielną kobietą, że w związku nie odnalazłabym się. Obecnie uważam się za pełnowartościową osobę mimo tego, że jestem bez pary. Nie lubię określenie samotna, bo samotna nie jestem, jestem po prostu bez związku, sama, singielka, rozwódka. Nie spotykam się z nikim i nie mam zamiaru, myślę, że do końca życia będę już bez mężczyzny, nie widzę potrzeby wchodzenia w kolejny związek. Nowy związek mam w nosie, uważam, że mężczyźni w związkach kierują się głównie pożądaniem seksualnym w doborze a kobiety finansami partnera, miłość to chemia (hormony odpowiedzialne za stan zakochania takie jak fenyloetyloamina, oksytocyna, noradrenalina. Mężczyzna bardzo potrzebuje seksu, więc zwykle dlatego wchodzi w związek, kobieta uważa seks za wyraz „miłości”. Ludzie mylą miłość z pożądaniem. Mało kto wiąże miłość z odpowiedzialnością za wybór drugiej osoby na swojego partnera, a dopiero to jest dojrzała miłość. Poza tym doświadczam miłości na innych obszarach (miłość dziecka, miłość rodzicielska). Bez mężczyzny i wszystkich tych stanów euforycznych, które wywołuje miłosna chemia czuję , że moje życie jest dużo bardziej spokojne, ułożone, przewidywalne, stabilne. Wolę takie życie niż emocjonalne rollercoastery, które fundował mi były mąż.
Korzystałam z portalu randkowego zaraz po rozstaniu z byłym mężem, poznałam tam kogoś, ale okazał się być jeszcze bardziej niedojrzałym człowiekiem od byłego męża. Był fajny na romans. Szczęśliwie z tym drugim nie mam dzieci. Jednak jego zasługą jest to, że relacja z nim pomogła mi odbudować w sobie kobietę piękną i spełnioną i za taką uważam się po dziś dzień .
Jestem bardzo z siebie zadowolona,przede wszystkim bardzo lubię siebie i jestem z siebie dumna, że mimo przewlekłej choroby stoję w miejscu w jakim stoję. Doświadczenia życiowe zahartowały mnie, czuję się silna i odporniejsza na działania innych ludzi, nie boję się tego, co przyniesie przyszłość.
Jestem otoczona mądrymi ludźmi, więc do tej pory nie usłyszałam głupiego pytania o swoją samotność. Jeden znajomy zaproponował mi związek, ale z rozsądku nie chciałam wejść z nim w żadne relacje i zerwałam kontakt. Czasem mój tata sugeruje mi, że kobieta w moim wieku powinna mieć partnera, z którym miałaby życie seksualne, ale wtedy głośno mówię, że facet nie jest mi potrzebny, że wolę sobie sama zrobić dobrze, niż jakiegoś utrzymywać, znosić go, prać mu i gotować. Lubię spędzać czas ze sobą, nie nudzę się sama ze sobą.
Czasem dochodzą mnie słuchy o byłym, ale nie robi to obecnie na mnie żadnego wrażenia. Jakoś z czasem przestało mnie to dotykać. Jest tak jakby mój były mąż umarł i zostawił po sobie dobre wspomnienia, a ten kto żyje to jakiś obcy facet, którego zupełnie nie znałam.
Nikt się człowiekiem tak dobrze nie zaopiekuje jak człowiek sam sobą. Seks mną nie kieruję, zresztą znalezienie kogoś na seks to najmniejszy problem, znalezienie kogoś na bezpieczny seks to jest sztuka. Miłość to odpowiedzialność, miła by była świadomość, że w razie utraty pracy byłby ktoś, kto by przynosił pensję do domu, ale z drugiej strony to ja mogłabym być osobą utrzymującą partnera, a ta myśl zupełnie mi się nie podoba. Zresztą im więcej teraz czytam forów, tym częściej widzę, że coraz więcej ludzi postrzega związek jako relację seksualną z zachowaniem osobnych finansów. Ja się wolę sama utrzymywać i wydawać pieniądze na siebie i dzieci.

Komentarze