Odbij się do przodu - rozwój po traumie


Przeżyłam w życiu mniejsze i większe tragedie. Moje pierwsze dziecko pierwsze urodziny obchodziło w szpitalu po operacji. W trakcie operacji nie panikowałam, wykorzystałam czas na wyjście na moment ze szpitala i zrobienie zakupów, ponieważ wiedziałam, że nie wiadomo, kiedy znowu nadarzy się okazja do tego, a pobyt w szpitalu z dzieckiem nie wiadomo jak długo miał trwać. W dniu wypisu dziecka ze szpitala okazało się, że cierpi na biegunkę i wymioty i w tym samym dniu nieprzytomny z wyczerpania malec ponownie trafił do szpitala. Wkrótce okazało się, że nie ma miejsca na wbicie kolejnego wenflonu, trzeba go było założyć na główce. Godzinami trzymałam malca na rękach siedząc w jednej pozycji, bo tylko tak spokojnie wytrzymywał podawanie kroplówek. Pół roku potrzebowałam, by po tych wydarzeniach dojść do siebie. Gdy drugie dziecko przechodziło operację, moja regeneracja nie trwała nawet tygodnia. Ale potem przyszły zdarzenia, które na długi okres wytrąciły mnie z równowagi i do tej pory nie wiem, co miało większe znaczenie, ponieważ jednocześnie straciłam pracę i zabezpieczenie finansowe oraz zdradził mnie mąż, a zaczęły - wskutek nagłego stresu - kłopoty ze zdrowiem. W jednym momencie zostałam sama z dziećmi, bez pracy, bez pieniędzy,  jak mi się wtedy wydawało - bez przyjaciół, zupełnie osamotniona. Moje dotychczasowe myślenie legło w gruzach. Jeden z lekarzy zdiagnozował u mnie PTSD. Jednak dziś wiem, że było to mylne wrażenie. Zdradził mąż-kłamca, zdradziła fałszywa koleżanka, ale reszta ludzi trwała przy mnie w tych złych dniach. Ogromnie wsparcie znalazłam w mamie oraz wieloletniej przyjaciółce. Pracę znalazłam po pół roku, choroba z czasem została poskromiona, dziś nie daje żadnych oznak. A co zyskałam? Okrzepnięcie w samej sobie, siłę, pogodę ducha, wiarę w to, że umiem sobie radzić z przeciwnościami losu, samodzielność, brak uzależnienia psychicznego od drugiej osoby, całkowitą kontrolę nad moimi finansami, niezależność finansową (dla mnie kluczowa). Jestem dumna, że mimo przewlekłej choroby nigdy nie miałam grupy inwalidzkiej i cały czas aktywnie pracowałam.  Wyszło mi na dobre to, że mąż i fałszywa koleżanka sami wykluczyli się z mojego życia, gdyż nigdy nie były to dla mnie życzliwe i szczere osoby. Wydarzenie okołorozwodowe pozostawiły w moim otoczeniu ludzi, którzy życzą mi dobrze. Nowy kształt życia rodził się w bólach i cierpieniu, ale były to bóle twórcze. Nie na darmo mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Dziś uważam się za pełniejszego człowieka, doświadczonego przez życie, ale niezgorzkniałego, a radosnego i pozytywnie myślącego. Na powrót wierzę, że myśl jest twórcza, że myśleniem przyciągamy rzeczy i wydarzenia.

Termin potraumatycznego wzrostu wprowadzili Richard G. Tedeschi i Lawrence G. Calhoum w 1996 r. Twórcy koncepcji wskazują na trzy pozytywne zmiany: w percepcji siebie, w relacjach z innymi i w filozofii życiowej.  Często słyszymy przecież że traumatyczne wydarzenie okazało się w efekcie wartościowe.  Wiele osób po przeżyciu traumy dochodzi do przekonania, że lepiej mogą sobie poradzić w skrajnie trudnych warunkach. W relacjach z innymi stają się bardziej empatyczni, wrażliwi, współczujący, a dotychczasowe relacje z bliskimi oceniają jako bardziej wartościowe. Stają się dojrzalsi, zadowoleni. Często zmieniają swe poglądy na życie i fundamentalne przekonania, stając się ludźmi bardziej otwartymi i tolerancyjnymi. W obliczu traumatycznego wydarzenia, które zaburza obraz dotychczasowego świata, odczuwamy rewizję starych schematów i zasad. Zmieniamy priorytety i oczekiwania. Aby uporać się z negatywnymi emocjami, jakie niesie ze sobą trauma, ważne jest nadanie jej sensu. Trauma może być traktowana jako historia wzbogacająca życie człowieka, ale tylko wtedy, gdy czujemy wsparcie otoczenia. Kolejnym warunkiem potraumatycznego rozwoju jest wcześniejsze doświadczenie negatywnych skutków traumy i przepracowanie ich, by poprawić swoje funkcjonowanie. Nie oznacza to, że samo doświadczenie traumy jest czymś pożądanym i koniecznym do rozwoju, ani że każda osoba, która przeżyje traumę, doświadczy wzrostu. Mimo badań wskazujących, że zjawisko wzrostu potraumatycznego jest częste, należy podkreślić, że to nie trauma powoduje rozwój, ale to jak sobie z nią radzimy.

Jak pisze Michaela Haas, "w wieku 8 lat przeżyła potencjalnie zagrażający życiu wypadek na rowerze, skutkujący pęknięciem czaszki i gwałtowny atak w Indiach, gdy mając 20 lat samotnie podróżowała po Azji. Po obydwu wypadkach szok stopniowo osłabł i patrząc wstecz autorka widzi te wydarzenia jako ledwie incydenty na drodze swojego życia. Gdy jednak odkryła, że jej mąż, któremu ufała całkowicie, okazał się popisowym kłamcą, wiedza ta rozbiła ją i posiniaczyła na całe lata. Gdy wywrócił się stos kłamstw, nie miała do czynienia z fizyczną śmiercią, lecz ze śmiercią zaufania, śmiercią związku, śmiercią bezpieczeństwa. Jednak wyszła z tego.
Wszyscy konfrontujemy się z trudnymi doświadczeniami. Ból przychodzi w różnych konfiguracjach i proporcjach.Terapeuci zajmujący się bardzo realnym bólem ocalałych, którzy cierpią z powodu PTSD (zespołu stresu pourazowego), twierdzą, że zdecydowana większość ludzi przetrwa bolesne wydarzenia życiowe, stratę i wypadki, a wykrywalne, długotrwałe konsekwencje będą nieliczne. Nikt z nas nie przechodzi życia bez doświadczenia utraty ukochanej osoby, poważnej choroby czy przynajmniej kilku zagrażających życiu okoliczności. Kiedy lekarze i psychiatrzy badają zjawiska straty, smutku czy traumy błędnie zwracają uwagę na ludzi cierpiących najbardziej. Większość osób, która przeżyła traumę, zapewnia w końcu o nowej chęci do życia, wzroście empatii i zwiększonej dojrzałości emocjonalnej i to nie pomimo, lecz z powodu bolesnych doświadczeń, a niekiedy także w trakcie trwania stresu pourazowego.
Wiele osób sądzi, że odporność jest rodzajem teflonu, nieprzeniknionej zbroi, która w sposób magiczny chroni przed bólem i cierpieniem, jednak specjaliści od stresu pourazowego mówią co innego: odporność polega na małych krokach, na posuwaniu się z wolna do przodu. Sytuacja zmienia się dopiero wtedy, gdy ludzie przyjmują swoje cierpienie i pozwalają, by wniknęło w głąb.
„Trauma” dosłownie znaczy „uraz”, „rana”, realne lub możliwe zagrożenie śmiercią lub poważnym urazem. Potencjalnie traumatyzujące wydarzenia obejmują udział w walce, napaść, porwanie, ataki terrorystyczne, wykorzystanie seksualne lub choroby zagrażające życiu. Określamy traumę nie tyle przez samo zdarzenie, ale poprzez emocjonalny i psychologiczny skutek, jaki wywiera ono na ludzi. Zwracamy uwagę na każde wydarzenie, które stanowi wyzwanie dla głębokiego systemu przekonań człowieka: ludzie zaczynają kwestionować to, jak działa ich świat, kim są, jak żyją i jaką mają przyszłość. Większość ludzi będzie cierpiała z powodu pourazowego stresu w następstwie traumy, ale  większość z nich wróci do zdrowia dzięki terapii i upływowi czasu. Jakkolwiek trauma nie jest dobrą rzeczą, w następstwie traumy ludzie stają się bardziej wrażliwi, również silniejsi. Rozwój pourazowy był obserwowany na całym świecie i w różnych religiach. Badania obejmują traumy pisane przez duże T, ale też traumy bardziej powszechne, które wywracają życie: operacje, zastraszanie, ciąże nastolatek, wypadki samochodowe.
Niestety, mamy długą historię lekceważenia bardzo realnego stresu ocalałych z Holokaustu, weteranów walk i ofiar przemocy. Przez dziesięciolecia ich ból i lęk były minimalizowane i wyśmiewane. Lekarze z doktoratami lekceważyli żołnierzy, którzy cierpieli na „żołnierskie serce”, a Zygmunt Freud ofiary wykorzystania seksualnego nazywał histeryczkami. Wielu ocalałych doświadczyło przeraźliwie złego traktowania, niezrozumienia, a nawet powtórnego traumatyzowania przez lekarzy, personel szpitalny i terapeutów.
Obecnie dosyć dobrze rozumiemy, co traumę pogarsza: powtarzanie lub przedłużane narażenie na nią, brak wsparcia, traumatyczne przeżycia w młodym, rozwojowym wieku, nadmierna brutalność, obwinianie siebie.
Pytania, które ludzie zadają najczęściej to” Jaka jest recepta?” i „ile czasu zajmuje dojście do siebie po traumie?”. Wielu terapeutów odkryło, że odzyskiwanie zdrowia po kryzysie odbywa się etapowo, od pierwszego szoku, przerażenia lub odrętwienia, do procesu powracania do zdrowia. Także w rozwoju pourazowym występuje coś, co przypomina etapy, ale nie można ich standaryzować. Czasami radzenie sobie ze strasznymi sprawami zajmuje długie lata, więc idea "jeden rozmiar dla wszystkich" jest błędna. Jeden robi coś w 6 miesięcy, a innej osobie zajmuje to 10 lat. Trzeba być bardzo ostrożnym w określaniu, co jest zdrowe, a co nie, i brać pod uwagę ramy czasowe. Nie ma poprawnego sposobu przeżywania żałoby, tak jak nie ma poprawnego sposoby kochania.
Idee i pisma starożytnych Greków, Hebrajczyków, wczesnych chrześcijan, hinduistów i muzułmanów obiecywały możliwość odnalezienia błogosławieństw w trudnych czasach. Często zalecały konieczność pokonania trudności, aby ocalony powrócił z magiczną miksturą, które uleczy jego i jego lud. Mojżesz poszedł na górę, Budda opuścił pałac, Jezus poświęcił siebie. Paweł pisze w Nowym Testamencie: ” (…)chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, cnota zaś – nadzieję (…)”. Afrykańskie przysłowie mówi nam, że „spokojne wody nie czynią dobrych żeglarzy”.  Nawet Batman stał się największym na świecie pogromcą przestępców po tym, gdy jego rodzice zostali zamordowani. Od Buddy do Batmana – przemiana w bohatera za sprawą przejścia przez ciężkie próby należy do najstarszych mitów ludzkości. A zatem idea mówiąca o tym, że zetknięcie się z dużą przeciwnością może być transformacyjne nie jest nowa. Nowe jest to, że to starożytne spostrzeżenie rozszerza się w klinikach, armiach i hospicjach."
Cytowany tekst pochodzi z książki „Niezniszczalni. Rozwój po traumie” Michaela Haas, Wydawnictwo Charaktery 2017, zachęcam do przeczytania.
oraz www.swps.pl
Zachęcam też do przeczytanie  postu: Jak po zdradzie osiągnąć szczęście bez powodu?

Komentarze

  1. Kiedyś wykpiono mnie, że popieram idee niesienia krzyża. A dla mnie jest to metafora ludzkiego losu. Każdy jakiś dźwiga, mniejszy, większy, upada pod nim, podnosi się. Każde trudne doświadczenie bywa próbą charakteru i nauką. Ostatnie sześć lat to był najtrudniejszy, ale i najbardziej rozwojowy czas w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak często dziewczyny pisały na forum, którego byłam uzytkowniczką - wszystko jest po coś. I ja się zmieniłam, przede wszystkim straciłam naiwność dziecięcą i młodzieńcze ideały sięgnęły bruku, dorosłam.

      Usuń
  2. Zastanawiam się niekiedy, czy ja jeszcze jestem dziecięco naiwna ze swoim zarzucanym mi również na pewnym forum idealizmem. Wolę jednak idealizm niż zgorzknienie, jakim tchnęły niektóre wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to nie idealizm, nie naiwność, bo dobrze wiesz, jak smakuje gorycz i łzy. To optymizm zachowywany mimo niesprzyjających warunków,optymizm o który czasem trzeba walczyć. Optymizm, który jest naprawdę godny podziwu, gdy wokół burze. Coś w stylu współczesnej Polyanny. Ania z Zielonego Wzgórza, która mimo bycia wielką marzycielką postanawia się w całkiem przyziemny sposób zaopiekować farmą Maryli i Marylą.

      Usuń
    2. "Anię..." uważam za bardzo mądrą książkę.

      Usuń
    3. Wiele pozycji z "dziecięcej"literatury niesie głębsze przesłanie.

      Usuń

Prześlij komentarz