"To koniec, kocham Julię", czyli strategie zdradzającego

7wiatrów
W ubiegły piątek, wracając z pracy, dostałam od męża SMS o treści: „to koniec, kocham Julię”. Wróciłam do domu ze ściśniętym żołądkiem, odbierając po drodze dzieci z przedszkola (2 i 4 lata). On się już zdążył wyprowadzić, pojawił się wprawdzie z informacją, że to moja wina a później się do niej wyprowadził. Ot, tak.
3 lata temu wyprowadził się po raz pierwszy, zaraz po tym jak się dowiedział, ze jestem w ciąży. Nie było go całą ciążę, po narodzinach córki zjawiał się bardzo rzadko, starszy syn go również nie obchodził - wielka miłość. Był aktywny tylko smsowo - wyzwiska, pisanie ze to moja wina, ze on nie mógł mnie znieść i dlatego zamiast pracować nad małżeństwem - znalazł sobie kochankę.
Wrócił jak córka miała rok. Przyznał się do romansu, ale ze zbłądził, ze teraz skupiamy się na dzieciach, ze będzie już dobrze. Jasne, ze uwierzyłam. Przyjęłam, patrzyłam jak dzieci roznosi szczęście. Mimo, ze pracuję na cały etat i mam odpowiedzialne stanowisko, godziłam się na jego piwka, siłownie, kajaki, wieczorne biegania. Nic nie przeczuwałam. A on ciągle miał z nią kontakt, oni upajali się moją naiwnością.
Ostatni miesiąc to ciągle inicjowanie kłótni. I wszystko robiłam źle - pranie, ton głosu, sposób wsiadania do samochodu. W ubiegły piątek dowiedziałam się, dlaczego.
Oczywiście, zasypuje mnie smsami i pisze wyprawki, dlaczego taka zła byłam. Kochanka mu prasuje koszule a ja nie miałam czasu, bo musiałam ogarnąć pracę i cały dom i nie miałam nawet chwili wytchnienia dla siebie. A ona ma, głaszcze go po głowie, słucha i dziwi się, jak ktoś taki skarb mógł wypuścić z rąk. Ze on taki dobry i wspaniały a ja go nie ceniłam. Napisała mi, ze dała mi ten czas kiedy wrócił na moja poprawę a ja tego nie wykorzystałam.
Napiszcie mi, jak sobie radzicie. Co zrobić, żeby ten ból, upokorzenie, żal nad dziećmi - jakoś uspokoić. Żeby wreszcie iść normalnie spać i zjeść cały obiad. Jak żyć?
G.
 Droga G.
Zdradzający niemal zawsze wybiera jedną ze strategii lub bardzo często wybiera nawet dwie lub trzy z wymienionych strategii, łącząc je w dowolne kombinacje w zależności od potrzeby chwili.:
- przerzucania winy na zdradzonego - tu może się znaleźć dosłownie wszystko: brak kawy do łóżka w niedzielę, 2 kg za dużo, zbyt dużo pracuje, za mało się interesuje,
- wyjaśnia sytuację okolicznościami - np, alkohol albo brak innych partnerów seksualnych, jakby to była wina zdradzonego, że był na tyle dobry, że z pierwszego stał się ostatnim,
- wskazywanie na manipulację - że niby ktoś uwiódł albo znowu alkohol a właściwie wykorzystanie po nim, z tym, że pomija się wątek, że nikt do picia nie zmuszał, że przemocy nie było
- bagatelizowanie zdrady - to tylko przyjacielskie pogaduchy, tylko pocałunek, przecież do niczego nie doszło
- ucieczka ze związku pod byle pretekstem zanim zdrada się wyda, żeby nie stracić w oczach zdradzonego szacunku, bo mogą żyć ze zdradą na koncie, ale nie z pogardą w oczach kogoś, kto im zaufał.
Tak więc nie obwiniaj się, spróbuj się zdystansować i daj czasowi czas. Przypisywanie winy sobie za postępowanie drugiego człowieka to normalny mechanizm towarzyszący rozstaniom.
Każdy przez to przechodzi i każdy się z tego później śmieje jak sobie przypomni po czasie, jakim był cymbałem. Jak chciał walczyć, wracać, jak winił o wszystko siebie... i jak został obsrany, bo on/ona od dawna planował/a gładkie przejście do innej/-go.
Każdy jeden facet/kobieta na świecie, coś takiego choć raz musi przeżyć, odchorować, zrozumieć, wyciągnąć wnioski i naukę na przyszłość, a wtedy kolejne razy już nie robią na nim większego wrażenia, bo tego typu sytuacje się powtarzają, tylko twarze będą się zmieniać.
A więcej porad, jak sobie radzić w tym trudnym czasie dochodzenia do równowagi, znajdziesz we wpisie Droga ku zdrowieniu

źródło: internety 

Komentarze